Zaznacz stronę

O czasach, w których małżonka myli się z telewizorem

Wczoraj spotkałem się ze swoim znajomym z młodości. Zaczęliśmy od zwyczajowego:

– Co u ciebie słychać?

Rozmowa zeszła na małżeństwo. Nagle z powierzchownej wymiany zdań, zaczęliśmy rozmawiać na bardzo osobistym poziomie. W pewnym momencie powiedział:

– Za rok będziemy z żoną obchodzić 25-lecie naszego małżeństwa. Przez pierwsze lata byłem złym mężem. Nie byłem odpowiedzialny. Nie szanowałem żony. Byłem dla niej przykry. Byłem skupiony na sobie. Rzadko zaspakajałem jej potrzeby. Ona przy mnie dojrzewała przez te lata jako kobieta, ale ja nie byłem dla niej dobrym oparciem. Nie tworzyłem domu, który byłby dla niej odpowiednim środowiskiem dla jej rozwoju, jako kobiety, żony i matki.

Dopiero z czasem to zrozumiałem i zacząłem pracować nad sobą. Szkoda, że było to w momencie, kiedy nasze małżeństwo zawisło na włosku. Ale udało nam się przezwyciężyć nasze problemy i dzisiaj jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Ostatnie lata są naszymi najlepszymi.

– W dzisiejszych czasach – powiedziałem – wielkim osiągnięciem jest, gdy człowiek utrzyma rodzinę. Nie tak wiele w życiu osiągnąłem, ale mam żonę i trójkę dzieci, w miarę szczęśliwą rodzinę. Dla wielu ludzi w moim wieku to tylko marzenie. Chcieliby to mieć. Tak dużo rodzin się rozpadło, tyle w tej chwili się rozpada…

– To prawda. Sam ostatnio obserwowałem cztery pary znajomych, które się rozwodziły. Ale to wszystko dlatego, że dzisiaj małżonka traktuje się jak telewizor.

– Jak telewizor? – powtórzyłem za nim, myśląc że się przesłyszałem.

– Tak, jak telewizor – potwierdził. – Pamiętasz jak to było kiedyś z telewizorami w naszym dzieciństwie? Gdy się psuły, to się je naprawiało. A dzisiaj? Gdy teraz psuje się telewizor, to się go złomuje i idzie kupić nowy. W taki sposób wielu ludzi podchodzi do małżeństwa – gdy coś się psuje, to zamiast zająć się jego naprawą, kończą je i rozglądają się za kimś nowym, za nowym związkiem.

Ostatnio rozmawiałem z mężczyzną, który po roku małżeństwa rozwodzi się. Po roku? Co takiego mogło wydarzyć się podczas pierwszego roku związku małżeńskiego? Gdy zapytałem go o powód, zasypał mnie listą śmiesznych wymówek. Byłem naprawdę zdumiony. Tam nie było nawet zdrady, nie zostali przez życie wypróbowani w okrutny sposób, nie zderzyli się z chorobą, nie było żadnego nałogu, po prostu stwierdzili, że nadszedł czas na zmianę modelu (tj. małżonka), bo ten, którego posiadali nie odpowiadał im. Tak jakby małżonek był telewizorem, który można wyzłomować i zastąpić drugim.

Dwie istotne myśli

Słuchając swojego znajomego, zwróciłem uwagę na dwa ważne spostrzeżenia odnośnie małżeństwa.   

  1. Gdy małżeństwo zaczyna się psuć, to nie znaczy, że należy je zakończyć, wręcz przeciwnie – to jest czas, kiedy należy pracować, aby je naprawić, zaczynając od siebie.
  1. Twój małżonek to nie telewizor. Jeśli nie spełnia Twoich oczekiwań, to nie znaczy, że powinieneś go wyzłomować i szukać nowego modelu.

Małżeństwo i rodzina powinny być dla nas wartościami. Nasi najbliżsi to nie tanie sprzęty RTV, które można wyrzucić z naszego życia i zastąpić nowymi. Oni są naszym skarbem, o który powinniśmy się troszczyć.

Zapamiętaj

Nie myl swojego małżonka z telewizorem. Gdy małżeństwo zaczyna się psuć, to nie jest czas, aby je zakończyć, ale aby nad nim pracować i naprawić je, zaczynając pracę od siebie.

Zastanów się

  • Czy wasz związek małżeński się psuje? Czy macie jakieś kłopoty?
  • Czy rozważasz rozstanie ze swoim partnerem, aby spróbować jeszcze raz od czystej karty?
  • Czy w związku z innym człowiekiem byłoby ci lepiej?
  • Jeśli macie jakieś problemy, to czy rozważałeś kiedyś pracę nad ich rozwiązaniem? Co mogłoby być zrobione, aby te problemy były rozwiązane?

Photo credit: Wikimedia Commons

Chodzenie w Duchu Świętym, cz. 2 – Wywiad z biskupem Markiem Kamińskim

Niedawno opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z bp Markiem Kamińskim na teamt chodzenia w Duchu Świętym. Dzisiaj publikujemy dalszą część rozmowy.

Andrzej Mytych: Co to znaczy chodzić w Duchu?

Marek Kamiński: Przede wszystkim uświadomić sobie, że gdzieś we mnie, wokół mnie, przy mnie, jakkolwiek chcemy to nazwać jest Osoba, która nas kocha, myśli, czuje i jest gotowa nam pomagać, jest gotowa zrobić wszystko żeby nasze życie miało sens, treść, a także przyniosło owoc.

(więcej…)

Często nie potrzeba mieć talentu, wystarczy mieć charakter

IMG_0154

Część moich podręczników, z których uczyłem się języków. Zostawiłem je sobie na pamiątkę.

Posługuję się dwoma językami – angielskim i rosyjskim. Potrafię się w nich komunikować. Czytam w nich, piszę i mówię. Regularnie też tłumaczę na konferencjach i na różnych spotkaniach. Znajomość tych języków jest podstawowym narzędziem, którego używam do budowania służby i zarabiania pieniędzy.

Takie jest zakończenie historii o językach obcych w moim życiu, „przewińmy” ją jednak na początek, ponieważ właśnie tam, gdzie się zaczyna, jest lekcja, którą warto sobie przyswoić.

(więcej…)

Kościół Zielonoświątkowy w Polsce – rozmowa z Markiem Kamińskim

Andrzej Mytych: Mam dzisiaj przyjemność rozmawiać z Markiem Kamińskim, biskupem Kościoła Zielonoświątkowego, doktorem teologii, mówcą konferencyjnym.

Chciałbym porozmawiać o książce, którą niedawno biskup wydał pt. „Kościół Zielonoświątkowy w Polsce w latach 1988-2008”. Zanim jednak poruszymy temat książki, proszę powiedzieć, co biskup doradziłby chrześcijańskim autorom, którzy chcą wydać swoją książkę w Polsce.

(więcej…)

Cztery główne błędy, które popełniłem w procesie formowania przywódców

Gdy dzisiaj patrzę wstecz na swoje wysiłki w formowaniu i powoływaniu liderów do służby w kościele, to mogę ukazać na cztery główne błędy, które popełniłem w tym obszarze.

Myślę, że można popełniać w tej sferze wiele różnych błędów, natomiast ja, z powodu swej ignorancji i braku doświadczenia popełniałem następujące:

Błąd nr 1 – Pochopnie powoływałem na przywódcze pozycje osoby, które nie były na to gotowe

Ten błąd prowadzi do wielu komplikacji w życiu ludzi i kościoła. W ten sposób można więcej zniszczyć i zburzyć, niż wybudować. Jest to też początkiem wielu zranień.

(więcej…)

Dziewięć zasad efektywnego formowania przywódców

Wiele razy byłem proszony, aby powiedzieć kilka słów na temat skutecznego formowania przywództwa. Postanowiłem więc przemyśleć swoje ponad dwudziestoletnie doświadczenie i opublikować dwa wpisy poświęcone temu zagadnieniu na stronie Instytutu Rozwoju Didaskalos.

Pierwszy z nich zatytułowałem „Dziewięć zasad efektywnego formowania przywódców” i chciałbym w tym tekście zwięźle powiedzieć o tym, co uważam za konieczne w procesie formowania liderów do przywództwa w kontekście kościoła i Królestwa Bożego.

(więcej…)

Jakie jest Twoje przeznaczenie?

Niedawno opublikowałem wpis zatytułowany: „Czy istnieje przeznaczenie?”. W tym tekście chciałbym zadać bardziej osobiste pytanie: „Jakie jest Twoje przeznaczenie?”.

Jednak zanim dotknę tego tematu, chciałbym opowiedzieć Ci o moich nietypowych doświadczeniach związanych z tym zagadnieniem.

Jak odkrywałem swoje przeznaczenie?

Osobiście uważam, że nad życiem człowieka jest przeznaczenie, nie jest ono jednak fatalistyczne. Możemy je przyjąć, albo odrzucić.

Gdy miałem siedemnaście lat, chodziłem do zawodówki kolejowej. Nie uczyłem się, nie miałem ambicji, żyłem z dnia na dzień. W pewnym momencie pojawiła się u mnie nietypowa potrzeba. Pamiętam jak któregoś dnia powiedziałem mojemu przyjacielowi:

(więcej…)

Twardocice (niem. Harpersdorf)

Miejscowość i okoliczne wioski zamieszkiwane były przez  chrześcijan nazywanych „Wyznawcy Chwały Chrystusa” lub powszechnie  Szwenkfeldyści. Tereny te stały się dla nich schronieniem w czasie prześladowań.

Twardocice położone są pomiędzy Lwówkiem Śląskim a Złotoryją. W miejscowości dominują ruiny ewangelickiego kościoła, będącego jednym z największych wiejskich kościołów Dolnego Śląska, który posiadał 2400 miejsc siedzących. W początkach XVIII w. gromadziło się w nim do 11 000 osób według niektórych źródeł, gdy pełnił on rolę kościoła ucieczkowego.

W 1554r. w Twardocicach, Bielance, Czaplach, Dłużcu, Sobocie i Proboszczowie osiedlili się chrześcijanie, których przywódcą był śląski reformator – Caspar Schwenckfeld von Ossing.
(więcej…)

Księżniczka i rycerz

Księżniczka

Kiedy księżniczka pojawiła się na świecie, otworzyła swoje jasne oczy i spojrzała: spokojnie, uważnie, niewinnie. I tak już zostało. Ze spokojem zasypiała i budziła się. Z wyrozumiałą ciekawością znosiła wszelkie zmiany, przeprowadzki i wyjazdy. Otaczana miłością,  z uśmiechem garnęła się do innych, zaglądała w każdy kącik. Podpatrywała zwierzęta, rośliny. Poznawała cały świat. Na przekór tego, co mówiono o kryzysach, malwersacjach, błędach i wszechpanującej korupcji, księżniczka, siedząc na trawie, jadła spokojnie jabłko i wpatrywała się w horyzont. Księżniczka dostrzegła otaczające ją piękno. Zaczęła mówić o tym, co ją tak zachwyca: „Spójrzcie, jakie piękne owoce” wołała w wiejskim sklepiku. „Jakie śliczne światło” szeptała, przykładając do oka lśniącego w słońcu żelka-gumisia. Urzeczona wpatrywała się w tęczę. Godzinami głaskała kota. Z czasem zaczęła dostrzegać ludzi. „Dlaczego ludzie postępują źle” pytała. „Przecież mogą się zmienić”. „Czemu ludzie chorują?” „Dlaczego on pali papierosa, przecież to trucizna”. (więcej…)