Dzielna kobieta
Inspiracją do filmu jest tytułowa „dzielna kobieta”, ale jaka ona jest?
Jest pewien tekst, który definiuje kobietę i nazywa ją dzielną. Ona jest po swojemu przedsiębiorcza, z uśmiechem patrzy w przyszłość i wyświadcza dobro.
Inspiracją do filmu jest tytułowa „dzielna kobieta”, ale jaka ona jest?
Jest pewien tekst, który definiuje kobietę i nazywa ją dzielną. Ona jest po swojemu przedsiębiorcza, z uśmiechem patrzy w przyszłość i wyświadcza dobro.
W życiu ważne jest zarówno dawanie, jak i przyjmowanie, dlatego też warto rozwijać się w dawaniu i przyjmowaniu.
Aby mieć dobre życie potrzebujesz ofiarnie i hojnie dawać. Rozdawaj tyle ile możesz. Bądź hojnym człowiekiem.
Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, potrzęsioną i przepełnioną dadzą w zanadrze wasze; albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. (Łk 6:38)
Czasami wychodzimy dobrowolnie ze swojej strefy komfortu, a czasami jesteśmy z niej wypchnięci i co gorsze [a może najlepsze] nie możemy do niej powrócić.
Ciągle jeszcze w gnieździe, orlątko zaczyna przeskakiwać z jednego brzegu na drugi, a następnie rozkłada skrzydła i nieporadnie nimi trzepie. Na koniec podskoki zamieniają się w prawdziwe skoki, czasami nawet cztery metry nad gniazdem. W wyniku tych wszystkich przygotowań orlątko niemal zawsze odnosi sukces, przelatując za pierwszym razem prawie dwa kilometry.
Większość orłów z własnej woli zaczyna wylatywać z gniazda między dziesiątym a piętnastym tygodniem życia. Jeśli jednak jakieś oporne orlątko postanawia pozostać w gnieździe, rodzice przestają mu dostarczać pożywienie. Nie przynoszą mu go do dzioba, lecz pozostawiają na pobliskiej gałęzi. W końcu głód zmusza ptaka do pierwszego lotu.
Orły spędzają bardzo dużo czasu, ucząc swoje młode latania. Ojciec i matka cały czas pokazują, jak to robić. Potrafią wypchnąć orle z gniazda, polecieć za nim w dół, schwytać je w locie i na własnych skrzydłach wynieść dalej. A jeśli młody orzeł nadal się wzbrania przed opuszczeniem domostwa, bo jest troszkę za wygodne, rodzice zaczną wyciągać z gniazda kłaczki wełny i pióra, aby uczynić je mniej wygodnym (już w trakcie budowy orły wkładają do niego ostre kamienie, a nawet kolce i przykrywają je wełną i piórami).*
Życie polega na tym, że co jakiś czas musimy wyruszyć ze swojej strefy komfortu, czasami zostawiając prawie wszystko za sobą.
Zmiana jest naturalną częścią ludzkiego życia, jednak z czasem, gdy przybywa nam lat, coraz trudniej przychodzi akceptowanie zmian. Z wiekiem mamy skłonność do tego, aby coraz bardziej się ich obawiać i opierać się im. Z tego też powodu panicznie trzymamy się centrum naszej strefy komfortu i histeryzujemy na samą myśl o tym, że moglibyśmy wypaść z gniazda, w którym trwamy i stracić choć część z tego, co w danej chwili posiadamy.
Jednak normalne życie polega na wypływaniu z bezpiecznych przystani i traceniu pewnych rzeczy, po to, aby dopłynąć do nowych portów i zyskać nowe. Dla chrześcijanina nawet śmierć jest zyskiem. Dlatego nie bój się straty. Nie trzymaj się kurczowo tego, co znane i bezpieczne. Nie jedź przez życie z zaciągniętym hamulcem bezpieczeństwa. Nie bądź konformistą. W przeciwnym razie trochę zyskasz, ale to co najlepsze stracisz. Co jakiś czas twoje [lepsze] życie zaczyna na ciebie czekać na granicy twojej strefy komfortu. Nie dawaj mu na siebie czekać zbyt długo.
Zranienia, trudne sytuacje i traumatyczne doświadczenia są częścią życia każdego człowieka. Aby móc cieszyć się życiem i chodzić w wewnętrznym zdrowiu, należy wiedzieć jak się o nie troszczyć i jak przyjmować wewnętrzne uzdrowienie.
Do wewnętrznego zdrowia i emocjonalnego uzdrowienia prowadzą różne drogi. Ważne, aby odkryć swoje i czasami w nie wyruszać. Mi pomogło kilka rzeczy, jedną z nich było pisanie. Udało mi się kilkakrotnie uporać z moim wewnętrznym światem poprzez przelewanie uczuć, myśli i doświadczeń na papier lub na ekran komputera.
Kontynuując naszą podróż w odkrywaniu historii protestantów, tym razem odkryliśmy ciekawe informacje z XVII wieku, podczas wycieczki z Jakuszyc do Jizerki (Czechy) przez Orle. Podczas pokonywania wytyczonej trasy na granicy polsko-czeskiej, w głębokiej dolinie, u stóp góry Bukowiec znajduje się most nad rzeką Izerą.
Przy samym moście na tablicy informacyjnej dotyczącej tego miejsca podano informację, że w tym miejscu w XVII wieku chrześcijanie z Czech (szczególnie Bracia Czescy) zbudowali kładkę. Pokonywali rzekę uciekając na Śląsk lub Łużyce Górne szukając schronienia z powodu prześladowań religijnych skierowanych przeciwko nim w ramach katolickiej kontrreformacji. Wielu z nich znalazło schronienie w trudno dostępnych miejscach w Górach Izerskich wśród lasów, torfowisk i bagien. Założyli osadę Groß-Iser na Hali Izerskiej (około 4 km od mostu na północ). Została ona zniszczona po II Wojnie Światowej. Jedynym ocalałym obiektem jest Chatka Górzystów i fundamenty domów.
Sąsiad zaprosił mnie na bieganie. Zakomunikował mi stanowczym głosem: „Sąsiedzie, musisz się ruszać”. Zaprotestowałem. Uważałem swoją kondycję za pewnik, przecież 10 lat temu biegałem bez problemu 8 lub 10 km, a poza tym codziennie się ruszam, pracuję wokoło domu… Po 3 km biegu z moim sąsiadem, myślałem, że moje płuca wyskoczą a serce eksploduje. Z poczuciem porażki, wycieńczony, wróciłem do domu, padłem na dywan i starałem się uspokoić moje oszalałem serce oraz oddech. Odpłynąłem myślami.
Coś w ludzkiej naturze kusi nas, byśmy pozostali tam, gdzie czujemy się komfortowo. Staramy się znaleźć zaciszne miejsce, w którym stres jest na akceptowalnym poziomie i w którym mamy satysfakcjonujące nas dochody. Takie, w którym mamy dobre relacje z ludźmi, nie musimy zawierać nowych znajomości i doświadczać trudnych sytuacji. Oczywiście, każdy z nas potrzebuje czegoś takiego przez pewien czas. Wspinamy się, a potem odpoczywamy, by się zaaklimatyzować. Gdy już nauczymy się w życiu nowej wysokości, idziemy dalej. Źle jest, gdy nie ruszamy w drogę.
Jeżeli była to nasza ostatnia wspinaczka, to jesteśmy starzy, bez względu na to, czy mamy czterdzieści, czy osiemdziesiąt lat.
Fred Smith
Wytyczanie celów i praca nad ich realizacją może niewiarygodnie przeobrazić nasze życie. Jednak słowo cel należy do tej grupy terminów, które najczęściej w naszej kulturze są niewłaściwie definiowane.
Wielu za cele uważa swoje marzenia i pragnienia, przez co de facto nie mają konkretnych celów. W wyniku tego ludzie ci nie mogą wykorzystać mocy celów do budowania udanego, satysfakcjonującego i skutecznego życia.
Jako że cel często jest mylony z pragnieniem, to warto uzmysłowić sobie różnicę pomiędzy nimi.
W listopadzie odwiozłem mojego syna, Szymona, do szpitala. Miał mocne bóle głowy, wymiotował, pojawił się światłowstręt. W ogóle nie otwierał oczu. W szpitalu zrobiono mu badania, podłączono do kroplówki, dożylnie podawano mu leki.
Następnego dnia obudziłem się zaskoczony, że na mojej klatce piersiowej siedzi słoń. Nie mogłem oddychać, dusiłem się. Otworzyłem swoje oczy, patrzę, a na mojej piersi siedzi choroba mojego dziecka. Sparaliżowała mnie. Nie mogłem się ruszać.